Adam Stachowiak: Nawałka dba o każdy detal

Czy fanatyzm kibiców w Turcji widzi także na ulicach? Jaka zima potrafi zawitać w tamte rejony? Który stadion zrobił na nim największe wrażenie? Ile dni trwała rozmowa z menadżerem, który dopinał transfer, a także parę słów o Adamie Nawałce. Przed Państwem Adam Stachowiak, golkiper Gazisehiru Gaziantep.

O czym myślisz, słysząc Turcja?

– O wakacjach, dobrej pogodzie i błękitnym morzu. Nie każdy jednak wie, że zima potrafi być sroga dla tamtejszych mieszkańców. Czasami zdarza się, że temperatura potrafi zejść do minus 20 stopni. Wszystko zależy od regionu, w którym żyjesz.

Przeżyłeś już takie mrozy?

– Na szczęście nie, ponieważ mieszkam na południu kraju. Przez trzy ostatnie lata, śnieg widziałem tylko raz. Lato jest gorące, dostarcza ludziom mnóstwo słońca, z kolei zima – tak jak wcześniej powiedziałem – może zaskoczyć. W kontekście Turcji, warto wspomnieć także o kibicach.

Fanatyzm fanów, poza stadionem, widać także na ulicach?

– Spotykam się z nim tylko podczas spotkań wyjazdowych bądź w telewizji. Nasi kibice (Gazisehiru Gazientep – przyp. red.) są spokojni, jest ich mniej niż tych, którzy wspierają Fenerbahce czy Galatasaray.

Tobie lepiej gra się przy tak żywiołowej publiczności?

– Oczywiście. Zdecydowanie lepiej występuje się na stadionie, który jest wypełniony po brzegi kibicami. Jestem jednak przyzwyczajony do gry na mniejszych obiektach i spokojniejszych sympatykach.

Przyzwyczaiłeś się do zwyczajów panujących w Turcji?

– Jak najbardziej. Musiałem dostosować się do ich zwyczajów i kultury, jaka tam obowiązuje. Potrzebowałem paru tygodni, aby się zaaklimatyzować, „wchłonąć” nowe otoczenie.

W barażach o awans mierzyliście się na obiekcie przypominającego krokodyla. Najciekawszy stadion, na jakim grałeś w Turcji?

– Świetny, ale najlepsze wspomnienia mam z obiektu Eskisehirsporu. Panuje tam kapitalna atmosfera, która napędza do zdwojonej walki.

Rozwiń ten wątek.

– Rok temu, mierzyliśmy się z nimi w przedostatniej kolejce sezonu. Graliśmy na wyjeździe, oni bili się o bezpośredni awans do elity, my o utrzymanie. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, ja obroniłem rzut karny.  Spotkanie odbyło się na tygodniu, ale nie ucierpiało na frekwencji. Siedemnaście tysięcy gardeł potrafiło zrobić olbrzymi kocioł. Dla takich chwil warto grać w piłkę.

Wynik nie był pewnie korzystny dla obu stron.

– Dla nich nie, natomiast my zdobyliśmy cenne trzy punkty, dzięki którym zapewniliśmy sobie utrzymanie przed ostatnia kolejką. Gdybyśmy przegrali, w ostatniej kolejce wszystko zależałoby od nas.

Spotkały cię w Turcji jakieś rozmaite historie?

– Bezpośrednio nie. Wiadomo jednak, że przez okres dwóch lat sytuacja w tym kraju była napięta. Słyszało się o rożnych atakach ze strony ISIS, PKK czy próbie puczu. Sporo się działo, ale osobiście nic mnie nie dotknęło.

Jak to się stało, że w ogóle tam trafiłeś?

– Wcześniej występowałem w Bułgarii w Botev Płowdiw przez prawie trzy sezony. Gdy skończyła mi się umowa, odezwał się do mnie turecki menadżer, który zaproponował mi ciekawą ofertę. Gaziantep szukał wtedy bramkarza, a ja zacząłem rozmyślać. Rozmowy trwały bodajże dwa dni. Czułem, że mogę pokazać się jeszcze szerszej publiczności. Powiedziałem „tak” i ruszyłem.

Czego europejski piłkarz może nauczyć się od tureckiego?

– Na chwilę obecną, Turcja powinna chłonąć nowinki od krajów ze Starego Kontynentu. Aktualnie, niezłą szkółkę w tym państwie posiada tylko Altinordu Izmir. Reszta znajduje się daleko w tyle.

Z którego klubu do tej pory wyniosłeś najwięcej?

– W Odrze Wodzisławiu Śląskim, miałem przyjemność współpracować z Pawłem Primelem, trenerem bramkarzy, który sporo wniósł do mojego życia. Nieocenioną wartością był także roczny pobyt w Górniku Zabrze za czasów Adama Nawałki. Szkoleniowiec dbał o każdy detal i wpajał zawodnikom profesjonalne podejście. To była wspaniała nauka na przyszłość.

Z kim w obecnej szatni starasz się trzymać?

– W Gaziantepie szczególnie dobrze dogaduje się z Erminem Zecem, Bośniakiem. Staram się także utrzymywać kontakt z resztą zawodników. Mój język pozostawia jeszcze niestety wiele do życzenia (śmiech).

Gdzie widzisz siebie za 5-10 lat?

– Za pięć lat chciałabym jeszcze być na boisku, ale już w Polsce. Później chciałbym dalej obracać się kręgu piłkarskim, zwłaszcza w roli trenera bramkarzy młodzieży. Nie patrz jednak tak daleko w przód. Życie pisze bowiem różne scenariusze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *